Tak jak już wcześniej wspominałam filmy, które oglądam danym czasie dobieram na podstawie nastroju w jakim się znajduję. Raz wybieram trzymające w napięciu, innym razem te, które pozwalają na relaks i odpoczynek.
Produkcje, które chciałabym Wam dziś polecić różni właściwie wszystko. Pierwsza z nich to mający swoja premierę już jakiś czas temu, a mianowicie w 2013 roku trzymający w napięciu do ostatniej minuty dramat biograficzny "Wyścig".
Nigdy nie byłam fanką wyścigów samochodowych ani Formuły 1, ale filmowa wersja historii Niki Laudy od razu mnie zainteresowała. "Wyścig"obejrzałam jednym tchem, dlatego jeśli jeszcze go nie widzieliście, a lubicie porządny zastrzyk adrenaliny, koniecznie powinniście to nadrobić!
Akcja filmu, oparta na prawdziwych wydarzeniach, osadzona jest w realiach Formuły 1 z lat 70., które to nazwane zostały złotym okresem tego sportu. James Hunt (Chris Hemsworth) to angielski playboy, od dawna zawzięcie rywalizujący ze swoim największym przeciwnikiem Nikim Laudą (Daniel Brühl). Historia skupia się na wydarzeniach z roku 1976, kiedy obaj kierowcy, w imię wiecznej sławy i tytułu championa, odważyli się zaryzykować wszystko, nawet życie. W życiu osobistym i na torze spychali się poza granice wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Silniejsza od strachu była tylko żądza wygranej. Przyświecała im jedna zasada: jeśli zrobisz błąd, zginiesz.
Dwóch kierowców, dwa zupełnie inne charaktery i tylko jeden tytuł mistrza świata w Formule 1. Szybkie samochody, piękne kobiety, życie w świetle reflektorów i walka do ostatniego wyścigu. Tak właśnie przedstawia się sezon roku 1976 w najbardziej prestiżowej serii wyścigowej świata.
Kolejnym zupełnie innym filmem jest "Brooklyn" amerykański melodramat w reżyserii Johna Crowley'a. Produkcja o estetyce lekkiej, delikatnej, wręcz eterycznej. Doskonały na wieczór w kobiecym gronie, ale nie tylko...
Lata 50. XX wieku. Eilis Lacey, młoda dziewczyna z Irlandii, opuszcza rodzinny kraj i wyrusza do Ameryki, by szukać szczęścia w Nowym Jorku. Początkowa tęsknota za domem mija, gdy w życiu Eilis pojawia się mężczyzna, a wraz z nim pierwsza miłość i romantyczne uniesienia. Wkrótce jednak przeszłość daje o sobie znać i Eilis musi dokonać wyboru między dwoma krajami i dwoma stylami życia…
"Brooklyn" to piękna opowieść o miłości, dorastaniu i dojrzałości. Wątki miłosne zostały poprowadzone z wdziękiem i delikatnością gwarantującą maksymalną dawkę wzruszeń i uniesień. Zdjęcia, kostiumy, scenografie i scenki wśród emigrantów tworzą na wpół baśniowy klimat. Są żyznym gruntem, na którym miłość rośnie bujnie, zachwycając serca oglądających. Kolejnym atutem filmu jest muzyka – melancholijna, refleksyjna, zachowana w stonowanej formie nie przeszkadza, lecz nadaje klimatu.
Który z filmów obejrzycie? Który z filmów jest bardziej interesujący? Wybór pozostawiam Wam :-)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz